zanotowane 2010-06-01 16:54:09

Wydaje mi się, że ludzie nie chcą mediów obiektywnych, ale takich, które potwierdzą ich wizję rzeczywistości.

skomentuj (0)

Geranium - Theodore Roethke 2010-05-19 10:29:48

 

                      Geranium

Kiedy raz ją wystawiłem, na zewnątrz, obok śmietnika

Wyglądała tak słabo, w opłakanym stanie,

Tak naiwnie i ufnie, jak chory pudel,

Albo zasuszony późnym wrześniem aster,

Przyniosłem ją z powrotem

Na nowy porządek –

Witaminy, woda, wszystko jedno

Wyżywienie wydawało się wystarczające

Wtedy:  żyła

Bez przerwy na ginie, spinkach, niedopalonych cygarach, nieświeżym piwie

Jej więdnące płatki spadały

Na spłowiały dywan, stęchły

Tłuszcz ze steku przyklejony do jej włochatych liści.

(Spragniona, trzeszczała jak tulipan)

Rzeczy, które znosiła! –

Durne damy wrzeszczące przez pół nocy

Albo my dwoje, sami, zapuszczeni

Ja, oddychający na nią gorzałą,

Ona, wychylająca się z doniczki w stronę okna.

Pod koniec, wydawało się, że mnie słyszy –

I to było straszne –

Więc kiedy ta pożal się sprzątaczka

Wywaliła ją, razem z doniczką, do kosza

Nic nie powiedziałem.

Tylko zwolniłem bezczelną wiedźmę w nastepnym tygodniu,

Taki byłem samotny.

 

tłumaczenie z angielskiego moje.

Tagi: wiersz, szary, tłumaczenie, theodore roethke

skomentuj (0)

myśli zanotowane 2010-03-09 21:32:10

Studenci zarządzania i marketingu robiący notatki na papierze zamiast na laptopach są przez swoich kolegów i kolezanki wyśmiewani i obrzucani starymi wersjami ipodów.


Nie przypuszczałem, że ludzie fotografujący krajobrazy, kwiaty i inne pogodne scenki, ci ojcowie wielodzietnych rodzin, matki przygotowujące obiady, mają w sobie tak wiele nienawiści i pragnienia mordu, kiedy skrytykuje sie im zdjęcie.

Tagi: myśli, złote, mysli

skomentuj (1)

topornie 2010-01-05 16:54:59

Dziadziuś dzidziusia Lucjana

Wszelkie podobieństwo dziadziusia do dzidziusia powinno byćpotraktowane z należytym szacunkiem i skinieniem głowy.

Chór Antyczny

(siedzi na moście)

Oto most jakich wiele

Nad rzeką rozpięty

Niczym wielki spinacz

Trzyma miasta pięty

Scena I

Pani Siudymowa: Czy to ty dzidziusiu Lucjanie, bez czapki nadworze, oj nieładnie!

Dzidziuś Lucjan: Oddałem dziadziusiowi, żeby nie marzł nawietrze

Pani Siudymowa: Dobry chłopiec, dba o starszych, jakaż topociecha kiedy lata lecą.

Chór antyczny

Drży przęsło mostu

Od uderzeń głośnych

To dziecina dziadziusia

Przybija ukośnie

Scena II

Pan Kwiatostan: Patrz Sikoreczko, to nie chmury, to dzidziuśrozwiesza swojego dziadziusia na moście, czyż to nie cudowna turystycznaaktrakcja?

Pani Kwiatostanowa: Ależ tak mój Sokole, o piszą nawet  o tym w przewodniku w rozdziale„architektura”. O, tu pod mostem można usłyszeć najlepsze echo,chodź dzióbku, szybko!

Pan Kwiatostan: Wspaniale, po prostu wspaniale (rozgląda siępo okolicy, po czym podąża za żoną)

Chór antyczny

Rzecz to niesłychana

W naszym pięknym kraju

Młodociany młotkowy

Dziadziusia wyprawia do raju

Scena III

Dziennikarz śledczy do kamery: Stoję tutaj pod mostem, abyzrelacjonować państwu każdą sekundę tego doniosłego wydarzenia. Oto za moimiplecami Dzidziuś L. przybija swojego dziadziusia do mostu. Kto za tym stoi? Kimjest tajemniczy Rychu, którego imie wypisano białą farbą na moście? Wygląda nato, że dziadziuś ma mocne plecy.  Możemy,proszę państwa, śmiało mówić o Aferze Mostowej.

Chór antyczny

Rozwieszony dziadziuś

Chrypi nocami

W czynie społecznym

Okryjemy go kocami

Scena IV

Rzecznik praw obywatelskich: Tego dziadziusia trzebazaszczepić.

Poseł opozycji: Ja się pytam, na co idą pieniądzepodatników.

Rzecznik Prawo Obywatelskich: Strzykawkę, mój fotel zastrzykawkę!

Chór antyczny

Statki parowe

Dziadziusia szturchają kominami

Spadły mu buty

Do rzecznej otchłani

Scena V

Panna Alicja: Zastanawiam się czy dziadziusiowiprzeszkadzają nocne autobusy. Jechałam kiedyś jednym i kierowca strasznie głośnotrąbił.

Pani Anna: Powinien się cieszyć, że to nie jest mostzwodzony, przynajmniej może wisieć w jednej pozycji.

Chór antyczny

Pierwszy śnieg pokrywa

Miasto kultowe

A dzidziuś wodę leje

Na dziadziusia głowę

 

Scena VI

Starszy Pan: Dzidziusiu Lucjanie, czemu polewasz dziadziusiawodą? Przecież zamarznie.

Dzidziuś Lucjan: On zawsze tak ciepło wypowiadał się oodwilży.

Chór antyczny

Nie wejdziesz dziadziusiu

Do tej samej rzeki

Mocno cię trzymają

Wbite w ręce ćwieki

 

Scena VII

Agent Ubezpieczeniowy: Niedługo przyjdą roztopy, czydziadziuś jest ubezpieczony?

Dzidziuś Lucjan:  Pozakupie ipoda niestety nie zostało nic z emerytury, poza tym kryzys nastał.

Agent ubezpieczeniowy: Proszę przynajmniej przejrzećbroszury.

Dzidziuś: Dziękuję, niech pan je wrzuci dziadziusiowi zakołnierz.

Chór antyczny

Wiatr przemian przewiewa

Dziurawe kalesony

Patrzy dziadziuś na zachód

Na lecące wrony

 

Scena VIII

Profesor: Szanowni państwo, nasz naród wycierpiał wiele,przelewaliśmy krew na wszystkich frontach, takie zachowanie nie może pozostaćbez komentarza. Dziadziuś znalazł się w kręgu podejrzeń, kiedy wypowiadam tesłowa, jego teczka jest badana przez naszych najlojalniejszychspecjalistów.

Kurtyna

 

 

 

 

 

 

Tagi: dramat, groteska, parodia, topor, pastisz

skomentuj (0)

books are all i need 2009-12-14 19:14:55

skomentuj (0)

. 2009-11-04 15:43:55

Bezsenność bywa fajna jako uzupełnienie kolejnego profilu na kolejnym portalu społecznościowym, dodaje głębi osobowości, dorysowuje do portretu skomplikowane rysy problemów egzystencjalnych. Na żywo to co innego. Nie miałem pod ręka patelni, żeby ją łupnąć, więc wkradła się nocą czarna siostra ciszy nocnej, panika.

skomentuj (1)

Roboty z księżyca 2009-11-02 14:10:58

 

Czytając opinie o filmach na IMDB natknąłem się na takie zdanie: ciekawe, że Transformers 2 obejrzało więcej ludzi niż Moon, to chyba znak naszych czasów. Człowiek ów, najwyraźniej wkurzony tym, iż tak dobry film jak Moon został niezauważony, podczas gdy mega produkcja TF2 zarabia miliony każdego nowego dnia, postanowił odwołać się do argumentu o znaku naszych czasów, czyli dołączył do szerokiego grona marud od wielu wieków utyskujących na teraźniejszość i głoszących odwieczną prawdę: kiedyś, to były czasy. Na pewno były, w niektórych językach nawet kilka.Oczywiście wkurzenie tego człowieka nie jest niczym dziwnym, ale i nie jest niczym dziwnym fakt, że produkcja komercyjna zarabia więcej niż skromny, niezależny film z udziałem dwóch aktorów, z czego jeden został zredukowany do głosu. Postanowiłem obejrzeć oba twory i przekonać się czy rzeczywiście ludzkość upadła tak nisko. Michaela Bay’a znam i lubię, nigdy nie kwestionowałem uroku obecnego w filmach, które produkował bądź reżyserował. Jeżeli ktoś nie widzi różnicy pomiędzy muzyką pop wysokiej jakości a jarmarkowym kiczem, to może oznaczać, że kubki smakowe jego gustu szlag trafił. Dobre kino komercyjne to skarb - takie filmy jak Szklana pułapka mają wsobie więcej pasji niż artystyczne kino alternatywne pławiące się we własnym snobizmie. Tego samego oczekiwałem po Transformerach części drugiej. Po Moonie nie oczekiwałem niczego poza tym, że mnie zachwyci i nie zawiodłem się. Skromne, oszczędne w dekoracjach i obsadzie dziełko dorównuje bezproblemowo Odysei Kosmicznej. Garściami czerpiący  z Philipa K. Dicka scenariusz wymyka się tandetnemu naśladownictwu, pozostając szlachetnym tworem inspiracji jednym zbardziej kreatywnych autorów sci-fi. Ballada o księżycu przy muzyce Clinta Mansella jest wzruszającym przeżyciem nie z tej ziemi, jednakże nie o tym zjawisku chciałem tutaj napisać.

Mojemu rozczarowaniu Transformerami częścią drugą nie ma końca, a jeśli osiągnę dno w oceanie utyskiwań, to zamierzam, radośnie stepując po spróchniałej podłodze, spaść jeszcze niżej. Filmy Michaela Bay’a zawsze miały w sobie coś z hollywoodzkiej sztuczności, ale były zabawne, wciągające. Pomimo naciąganych scenariuszy, dość stereotypowych bohaterów zawsze umilały weekendowe wieczory. Zapraszały do udziału w konsekwentnie wyprodukowanej przygodzie, przygotowanej dla widza przez zręcznego magika czerpiącego radość z nabierania nas na swoje sztuczki. Transformersi są chyba pierwszym filmem Bay’a, w którym główną rolę grają efekty specjalne zmiatając całą resztę biegających i krzyczących aktorów do zakurzonego kąta przeszłości. Tempo akcji przyprawi niejeden teledysk z MTV o palpitacje zazdrości, a dialogi, wypowiadane z szybkością światła zostawią daleko w tyle samego Usaina Bolta. W Twierdzy, w Bad Boys, mieliśmy jeszcze całkiem dobrze narysowane postacie: zwariowanego  chemika towarzyszącego podstarzałemu agentowi w typie Jamesa Bonda ganiających się z bandytami po opuszczonym Alcatraz, czy parę czarnych policjantów z komediowym zacięciem. TF2 prezentuje chłopaka nie będącego ani typowym nastolatkiem, ani informatykiem kujonkiem z koszulą wpuszczoną w spodnie,  za to osiągającego dobre wyniki w byciu zupełnie przeciętnym. Zabawne dialogi wypadają mu z ust wypychane na siłę przez scenarzystów liczących już odsetki od zysków za film. Wiadomym jest, że w świecie akcji, brudu i kurzu kobiety, grające role bardzo wdzięcznych, ale jednak dodatków do silnych i sprytnych mężczyzn tłukących się nawzajem po rozmaitych częściach ciała od pierwszej do ostatniej minuty filmu, dostają przeważnie w prezencie chociażby jedną godną zapamiętania cechę. Niestety nie tutaj. Dziewczyna głównego bohatera, chociaż to mało prawdopodobne, jest jeszcze mniej wyrazista niż on sam, a jej jedynym atutem jest nieustannie rozchylona szczęka ukazująca nieskazitelnie białe uzębienie. Absolutnie plastikowa, przez cały film nosi silny makijaż marnie dopasowany do delikatnej sylwetki i kuszących zdań, godnych niezłego filmu porno made in NRD. Dyszenie męskiej części widowni zapewnione. Wystarczy się zresztą przyjrzeć zbieraninie młodzieży, kiedy bohater zjawia się w campusie uniwersyteckim,takiego nawarstwienia plastiku dawno nie widziałem. Ale co tam ludzie, nie oni są tutaj ważni, gubią się pomiędzy gwiżdżącymi i zgrzytającymi zwałami metalu przewalającego się przez ekran w tę i we w tę. Jako, że podobny film może dostac oskara tylko za efekty specjalnie, niewątpliwym "sukcesem" autorów jest dźwięk, a konkretniej odgłosy wydawane przez autoboty po obu stronach konfliktu. Ich chrobotanie wyskakuje na pierwszy plan, uderzając widza nachalną kakofonią, aż po chwili nie wiadomo kto się z kim bije, kiedy miejsce akcji zamienia się w wielkie, głośne wysypisko. Nie brakuje też obowiązkowej Amerykańskiej ignorancji wobec reszty świata, która przeważnie była spychana na dalszy plan w poprzednich filmach Bay’a (w Twierdzy dane nam były moralne dylematy zdradzonych przez rząd żołnierzy). Kiedy tajna jednostka, specjalnych żołnierzy w bardzo patriotycznych nastrojach desantuje się na tereny Jordanii i Egiptu, nikt nie ma im tego za złe. Co więcej, posłuszni, zaturbanieni, ciemnoskórzy żołnierze z owych krajów spieszą z pomocą Amerykanom demolującym pustynię i piramidy. Nie brakuje tez zdroworozsądkowych komentarzy sugerujących, że świat poza Ameryką jest dziwny i najlepiej nie ruszać się z domu.

To co przyciągało w filmach Baya, czyli dobry, rzemieślniczo dopracowany scenariusz, tutaj rozpada się na więcej kawałków niż pokonane roboty. Nie czekałem z niecierpliwością na zakończenie(raczej czekałem na koniec), nie interesowały mnie losy żadnego z bohaterów. Nawet Turturro, który najwyraźniej miał wnieść do filmu ten sam akcent, co Steve Buscemi w Con Air, po paru minutach staje się przewidywalny i nudny. Nie chciałbym być zbyt surowy, musze przyznać, że największe wrażenie wywołał na mnie brak rozwalenia po raz kolejny wieży Eiffla. Nawet dziecko wie, że wieża musi upaść, kiedy kosmici atakują te znane amerykanom światowe stolice.

Tagi: film, recenzja, transformers

skomentuj (0)

Księga Gości
Warto
Karmazyn

Moja
Maue panna O. się odsłania